Czy ja przypadkiem nie ujawniłam się kiedyś jako ortodoksyjna fanka talentu (nie mylić z innymi aspektami życiorysu) oraz urody niejakiej Sinead O'C.?
Czy ja przypadkiem nie odkryłam w sobie pewnego pokrewieństwa dusz z niejaką Ally McB.?
Bo, proszę P.T. Czytelników, będąc w pewnym hotelu w, nie bójmy się tego słowa, prowincjonalnym mieście, w Polsce BCDEFGH..., korzystając z dobrodziejstw niebytności drugiej połowy objazdowej trupy szkoleniowej (połowa owa udała się na eskapadę odkrywcy do galerii handlowej, ale nie bądźmy rasistami, w różnorodności upodobań siła i potencjał), udałam się do hotelowej siłowni, spa, potem pilingi, maseczki, i, last but not the least, why not, farbka na włoski. I co? I się wziął sspsuł prysznic, sam zupełnie, normalnie Tonieja i Samosię ze mną przywędrowały...Kiedy się sspsuł? Jak to - w trakcie wyżerania przez farbkę mojego wątłego móżdżku....
Ergo - w celu zminimalizowania skutków mcbealizmu upodobnię się do Sinead w wersji sprzed lat 25. Ale nie będę śpiewać, słowo honoru.
Chociaż to mnie się snuje po głowie, nie tylko z racji włosów.
I can't believe me luck
he's the sweetest man you could find
Ma kto maszynkę?
No popatrz, znowu. Pamiętam historię farbki, woreczka nylonowego i sąsiadki, błąkania się po klatce schodowej w dezabiju celem znalezienia wody do spłukania - to nie u Ciebie było ;)?
OdpowiedzUsuńNieeee, u Ali McB :-P :-P
OdpowiedzUsuńAle do 3 razy sztuka. W końcu się pozbęde własów, profilaktycznie :-)